małopolskie,  Polska

Krokusy w Dolinie Chochołowskiej

Japonia ma swoje kwitnące wiśnie, Holandia tulipany, a my... krokusy w Dolinie Chochołowskiej.  Warto zobaczyć ten niecodzienny festiwal kwiatowy przygotowany przez matkę naturę.

Wycieczka do Doliny Chochołowskiej w okresie kwitnięcia krokusów chodziła już nam po głowie od jakiegoś czasu, jednak zawsze coś przeszkadzało w realizacji tego planu. W tym roku okoliczności były idealne - wolny weekend oraz prognoza pogody zapowiadająca wiosenną i słoneczną aurę. Grzechem byłoby nie skorzystać z okazji, a więc w pierwszy weekend kwietnia wybraliśmy się, aby zrealizować jedno z naszych podróżniczych marzeń.

W internecie aż huczało o tym, że krokusy pojawiły się w dolinie, więc spodziewaliśmy się oblężenia turystów. Przeczucie nas nie myliło. Na miejscu byliśmy po godzinie 7 i już mieliśmy mały problem, aby wjechać na parking (10 zł lub bliżej wejścia na szlak 20 zł). Miejsc było jeszcze sporo, ale powoli zaczął tworzyć się korek. Po bilet wstępu do Parku Narodowego (cena za wejście 5zł za osobę) staliśmy w kolejce około 20 min. Nie da się ukryć, że tłumy, które tak samo jak my chciały zobaczyć krokusy utrudniały rozkoszowanie się naturą na szlaku. Niestety, nie mogliśmy sobie pozwolić na to, aby przyjechać tu w środku tygodnia, ale jeśli mielibyście taką możliwość i nie lubicie tłumów, polecamy skorzystać z tej opcji. Wtedy również o wiele łatwiej ze znalezieniem przystępnego miejsca noclegowego w pobliskim Zakopanym czy Kościelisku.

W drodze na polanę w Dolinie Chochołowskiej, gdzie znajduje się Schronisko PTTK, miniecie 3 mniejsze polany: Siwą Polanę, Polanę Huciską oraz Polanę Trzydniówkę, tam również zobaczycie mniej okazałe połacie krokusów oraz będziecie mogli złapać oddech podczas wędrówki. Trasa jest bardzo przyjemna, niemal całą drogę towarzyszyć wam będzie Chochołowski Potok. Mimo początku kwietnia, wciąż zdarzały się momenty gdzie leżał śnieg i momentami było dość ślisko. Szlak w większej części prowadzi drogą asfaltową, jednak jest kawałek drogi kamienistej o lekkim pochyleniu. Dla osób lubiących wygody jest alternatywa - bryczki. Górale za odpowiednią opłatą wożą turystów z Siwej Polany aż do samej Chochołowskiej.

Mniejsze polany po drodze budują napięcie. Zastanawialiśmy się, czy u celu może być jeszcze ładniej?! Jednak gdy dotarliśmy na miejsce na własne oczy zobaczyliśmy, że tak! Na Polanie Chochołowskiej zobaczycie eksplozję fioletowych krokusów. Oprócz dywanu z kwiatów, są tutaj urocze zabytkowe bacówki, wspomniane wcześniej schronisko, widok na Mnichy Chochołowskie oraz Kominiarski Wierch. Ośnieżone w oddali szczyty robią wrażenie i bardzo łatwo można tutaj złapać bakcyla na dalsze górskie wyprawy.

Warto wybrać się na spacer dookoła polany, koło schroniska, potem w górę przejść koło kapliczki i zejść w dół aby powrócić na szlak w drogę powrotną.

Oprócz obserwacji przepięknej natury, warto również przyjrzeć się turystom, którzy w różnych - czasami dziwnych pozach próbują się uwiecznić na zdjęciu razem z krokusami. To zrozumiałe, że każdy chciałby mieć pamiątkę z tego miejsca, jednak należy pamiętać, że krokusy są pod ochroną i nie powinniśmy niszczyć czy co gorsze zrywać kwiatów. Na pewno pomagają przy tym tasiemki odgradzające turystów od roślin oraz strażnicy, którzy przepędzają bardziej nadgorliwych śmiałków.

Tego weekendu miłośników krokusów było aż tak wielu, że w późniejszych godzinach tworzyły się wielokilometrowe korki. Właściciele pensjonatów wręcz polecali przyjezdnym inne miejsca, gdzie można spotkać i sfotografować krokusy, aby Ci nie tracili czasu w samochodzie na dojeździe do Chochołowskiej. Sami za Kościeliskiem widzieliśmy przy drodze dość spore polany krokusów, gdzie również ludzie się zatrzymywali i robili pamiątkowe zdjęcia.