Różności

Podsumowania lipca – miesiąc pod znakiem remontu

Lipiec minął błyskawicznie, nawet nie wiem kiedy. Był na pewno dużo spokojniejszy, niż dwa poprzednie miesiące. Zapraszam na szybki przegląd tego, co się u mnie działo przez lipcowe 31 dni.

Na początku lipca wybrałam się na dość spontaniczny wyjazd do Parku Mużakowskiego na pograniczu polsko-niemieckim. Od dawna chciałam tam pojechać, nie tylko ze względu na piękny Pałac i otaczający park, ale także ze względu na Most Diabła, rodem z powieści Tolkiena. Droga była długa, jeszcze trafiliśmy na wypadek na autostradzie, z której trzeba było zjechać, przez co czas dojazdu znacznie się wydłużył.

Powiem Wam, że spodziewałam się czegoś więcej po tych miejscach. Jakiś czas temu brałam nawet pod uwagą pobyt z noclegiem, ale zdecydowanie nie ma tam aż tylu miejsc do oglądania przez więcej niż jeden dzień. Polecam odwiedzić Parki wtedy, gdy kwitną rododendrony, musi tu być wtey zjawiskowo. Widziałam ile ich jest i tylko mogłam sobie wyobrazić jak pięknie ozdabiają swoje najbliższe otoczenie.

Most Rakotz okazał się być wielkim niewypałem, miałam zupełnie inne wyobrażenie co do tego miejsca po obejrzeniu zdjęć w sieci. Popełniłam duży błąd mając ogromne oczekiwania i niestety się zawiodłam. Teren otaczający most okazał się być ogrodzony niezbyt fotogenicznym metalowym płotem, a do tego jeziorko pod mostem było prawie całe wyschnięte. Mam nauczkę, aby nie nastawiać się za bardzo na szaleńcze widoki. Lepiej miło się rozczarować, niż zawieść tak jak teraz.

Na pocieszenie w drodze powrotnej wstąpiliśmy do Jeleniej Góry. Karkonosze okazały się bardzo urokliwe, a sama Jelenia Góra przyjemnym małym miasteczkiem. Pochodziliśmy trochę po odnowionym rynku i uliczkach go otaczających, zjedliśmy lody i odpoczęliśmy od podróży samochodem.

Na obiad wstąpiliśmy do Kukutu Cafe na wege obiad. Wybór padł na tą knajpkę, bo miała całkiem sporo pozytywnych opinii w sieci i na szczęście nie zawiedliśmy się. Zjedliśmy wegańskie gołąbki z sałatą warzywno-owocową - palce lizać. Jeśli kiedyś będziecie w Jeleniej Górze, to polecam odwiedzić to miejsce. Obsługa była niezwykle miła i rozmowna, a atmosfera iście rodzinna. Czułam się jakbym przyjechała do rodziny na obiad, serio!

Oprócz tego wyjazdu, z ciekawszych rzeczy w lipcu, to znalazłam ciekawą grę miejską w Katowicach - Sekret Skarbka, organizowaną z budżetu obywatelskiego. W każdej dzielnicy miasta, zostały poukrywane zagadki, które trzeba rozwiązać do połowy września. Całkiem ciekawy sposób na spędzenie czasu ze znajomymi, a do tego można poznać miejsca w Katowicach, o których wcześniej się nie słyszało. Lato w mieście nie musi być nudne, między innymi dzięki takim inicjatywom. Jesteśmy na półmetku rozwiązywania, trzymajcie za mój zespół kciuki 🙂

Oczywiście głównym tematem miesiąca w ciągu dalszym jest nowe mieszkanie i dopinanie na ostatni guzik projektu. Po wielu debatach i rozważaniu, w końcu wybraliśmy kuchnię oraz zatwierdziliśmy projekt łazienki. Wkrótce pokażę Wam wizualizacje. Od sierpnia w końcu zaczęła się dziać w mieszkaniu magia, a już nie mogę się doczekać efektów końcowych!

W lipcu były też kajaki, pierwszy raz w życiu miałam okazję wsiąść do jednego z nich i popłynąć. To dla mnie przełamanie swojego strachu, bo nie umiem pływać i nie czuję się komfortowo w styczności z głęboką wodą. Miałam wiele obaw, tym bardziej, że jechaliśmy zaraz po obfitych ulewach i bałam się, że nurt będzie dość intensywny. Okazało się, że było o niebo lepiej, niż się spodziewałam i chętnie powtórzę to raz jeszcze! Mała Panew, bo nią płynęłam, to spokojna rzeka i można się nawet zrelaksować podczas spływu. Polecam!