Różności

Podsumowanie sierpnia – wrzuciłam na luz

Po ostatnim dość napiętym okresie, w sierpniu wrzuciłam na luz. Z tego też powodu taka tutaj cisza. Oczywiście nie oznacza to, że nic się u mnie nie działo. Wręcz przeciwnie, poniżej kilka najważniejszych rzeczy, które wydarzyły się w sierpniu.

Zajęcia jogi

Przez cały sierpień, dwa razy w tygodniu chodziłam na zajęcia wprowadzające z jogi w Joga Życia w Katowicach. Zdecydowałam się na to głównie z powodów zdrowotnych i nieustannej walki z bólami kręgosłupa. Siedzący tryb życia nie ułatwia tego, aby czuć się dobrze. Poza tym zajęcia są super odskocznią, która poprzez precyzyjne wykonywanie pozycji zmuszała, aby być tu i teraz. Miło było myślami skupić się na chwili obecnej, a nie na wyborach koloru podłogi i tym czy będzie pasować do wystroju reszty mieszkania. To był czas tylko dla mnie, co było super. Teraz stanęłam przed wyborem, czy zakupić kolejny karnet, czy kontynuować jogę na własną rękę w zaciszu domowym. I wiecie co, chyba właśnie pójdę w tą drugą opcję. Na YT jest masa kanałów, gdzie można na własną rękę zgłębiać tajniki przeróżnych pozycji. Ostatnie wejście z karnetu poświęciłam na wzięcie udziału w regularnych zajęciach jogi, aby zobaczyć do czego dążę. I trzeba przyznać szczerze, że jeszcze wiele przede mną 🙂

Mazury

W długi sierpniowy weekend w połowie miesiąca, miałam okazję dołączyć do załogi i popływać żaglówką po mazurskich jeziorach. Nigdy wcześniej nie byłam na Mazurach, a co dopiero na żaglówce (gdzie też spaliśmy). Było to dość interesujące przeżycie, tym bardziej, że pierwszego dnia było wietrznie i przechyły na łódce przerosły moje oczekiwania 😉 Z łatwością można było dostrzec strach w moich oczach, bo niestety, ale nie potrafię pływać i obcowanie z żywiołami powietrza i wody po środku jeziora Mamry nie wprawiały mnie w dobry nastrój. Z perspektywy czasu, cieszę się, że tego doświadczyłam, przynajmniej wiem, że nie jest to coś dla mnie.

Na Mazury chętnie pojadę raz jeszcze, bo krajobrazy jakie tam zobaczyłam zachwyciły mnie totalnie. Chciałabym, aby następnym razem było więcej relaksu, gruntu pod nogami i sporadycznego kontaktu z wodą. Marzy mi się jakiś mały domek po środku niczego, otoczony przyrodą i z takimi zachodami słońca jak tutaj:

 

Weekend w Beskidach

Kolejny weekend spędziłam w przeuroczym domku w Wiśle i to już były bardziej moje klimaty. Przepiękny widok z okien oraz wystrój, którego nie powstydziłabym się u siebie w domu. Nie zabrakło ogniska, planszówek i kupy śmiechu.  Ciężko było opuszczać mi to miejsce po dwóch dniach i z chęcią zamieszkałabym tam do końca naszego remontu. Polecam wszystkim na weekend Dom na Sosnowej.

Remontu ciąg dalszy

Oczywiście nie zabrakło w dalszym ciągu tematów mieszkaniowo-remontowych. Nie sądziłam, że wybór podłogi może być aż tak czasochłonny. Dopasować musieliśmy kolor do ciemnych ram okien, białych parapetów i szarych kafelek, które będą w kuchni... Wybór w sklepach ogromny, ale w końcu udało się i liczę, że na większej powierzchni wybrane panele będą równie dobrze wyglądać, jak na próbnikach. Zdecydowaliśmy się również na narożnik, który stanie w salonie. Posiadanie w domu kota szybko wyeliminowało większość modeli na sklepowej ekspozycji. Narożniki z ruchomymi oparciami, pod które Misia z pewnością chciałaby się schować oraz te z wysokimi nóżkami też odpadły, bo znając naszego kota było by to jej ulubione miejsce do zabawy. Nie wszystkie sofy można obić materiałem, na którym nam najbardziej zależy, czyli takim, który jest odporny na ścieranie i drapanie - nazywaon się carabu. Na pewno dam Wam znać jak się spisuje w praktyce. Odważnie wybrałam kolor czarny, mam nadzieję, że nie będę aż tak bardzo żałować tej decyzji.

W drugim tygodniu września kolejny etap prac, tym razem głównym tematem będzie łazienka. Poziom zniecierpliwienia rośnie z każdym tygodniem, za oknem już prawie jesień, a my dalej nieprzeprowadzeni.